Lucas jak zwykle obódził się pierwszy w domku Hekate. Zawsze go dziwiło jak długo jego wspólokatorzy spali. Brunet z łatwością wziął ubrania i ręcznik tak, aby nikt go nie usłyszał. Trudniej było przejść przez śmieci i ubrania, które były porozrzucane po całym domu. Cholerne lenie. Nawet nie mogą posprzątać po swojej imprezie- pomyślał Lucas. Jego tam oczywiście nie było. Siedział w swojej "norze", czyli w domku na drzewie, który znalazł miesiąc temu, w lesie, obok obozu. Tylko on wiedział o tym miejscu. Zawsze tam przesiadywał, kiedy chciał spokoju i wczorajsza impreza była tamtą chwilą.
Chłopak nawet się nie zorientował a już był pod prysznicem. Gorąca woda zawsze relaksowała bruneta. Wszystkie jego problemy i wątpliwości jakby wyparowywały wraz z wodą. Normalnie nie miał czasu na odpoczynek. Wszystko dzięki treningom. Był on dość zamknięty w sobie nastolatkiem. Oczywiście dzięki treningu był nieco wysportowany, przez co wpadał w oko każdej dziewczynie w obozie. Dla Lucasa była to prawdziwa udręka, bo jakoś żadna dziewczyna mu się nie podobała. Nigdy. Nie wiedział, czy z nim jest coś nie tak, czy z dziewczynami. Niektóre nawet się z nim kolegowały, lecz kiedy zorientowały się, że to nie jest nimi zainteresowały kończyły ich relacje. Był wyjątek. Jeden wyjątek z którego powstała prawdziwa przyjaźń. Clary jako jedyna liczyła tylko na przyjaźń. Może dlatego, że ona sama wolała dziewczyny. Jej ojcem był Apollo, którego szczerze nienawidziła. On sam nic nie miał do swojej matki, Hekate, ponieważ miał kochającego ojca, czego nie mogła powiedzieć Clary.
Nagle ze swoich przemyśleń wyrwało chłopaka nieprzeniknione zimno, które było wywołane przez lodowatą wodę.
-Kurde.... Dziewczyny mnie zabiją...- mruknął brunet.
Jak najszybciej wyszedł spod prysznica na szklane kafelki. Dopiero teraz przykuło jego wzrok to pomieszczenie. Granatowe kafelki idealnie komponowały się z fioletowymi ścianami. Jasnymi elementami były jedynie wanna i prysznic. Gdy Lucas dłużej się przypatrywał ścianom pojawiały się szarawe znaki i symbole, które nic nie znaczyły. Brunet często się nad nimi zastanawiał, lecz dzisiaj nie miał na to czasu. Ubrał się w przetarte dżinsy i obozową koszulkę. Na koniec spojrzał w dość szerokie lustro. Jego kruczoczarne włosy kontrastowały z głęboko niebieskimi oczami. Zawsze gdy rozmawiał z ludźmi nigdy nie patrzyli mu oczy. Nigdy tego nie rozumiał. Zza drzwi dobiegł go wrzask jednej z córki Hekate.
-Wyłaź z tej łazienki popaprańcu!-krzykneła dziewczyna.
-Idę, idę...-odkrzyknął brunet, po czym wyszedł z łazienki z jeszcze mokrymi włosami. Okazało się, że krzyczała do niego przywódczyni domku, Katy. Wszyscy jej wspólokatorzy bali się jej i nikt nie chciał jej się narażać.
-Jak jeszcze raz będziesz tak długo w łazience, to cie zamorduje!- pogroziła mu blondynka.
-Przecież byłem tam tylko 15 minut...- zaczął tłumaczyć się Lucas.
-15 minut?! Byłeś tam 2 godziny idioto!- krzyknęła Katy.
Lucas chciał coś powiedzieć Katy, lecz zagłuszył go wrzask z zewnatrz. Wszyscy stanęli wryci. Jedynie brunet odważył się ruszyć. Pędem wybiegł z domku, lecz gdy zobaczył co się stało zamarł.
Na trawie leżał rudowłosy chłopak. Był starszy od bruneta. Miał na sobie białą koszule z pomarańczową muszką i skarpetami.Lucas stwierdził także, że jest przystojny, po czym od razu skarcił się w myślach. Nie czas na takie spostrzeżenia! Strój był dość komiczny, ale największą uwagę bruneta przykuł dębowy patyk, który emanował potężną moc. Rudzielec był nieźle poturbowany i do tego miał krwotok z nosa, przez co jego twarz wykrzywiał ból. Nad nim stała Clarisse La Rue, córka boga wojny. Kolejna niebezpieczna dziewczyna w naszym obozie. Dlaczego akurat muszę spotykać same agresywne dziewczyny?- pomyślał niebieskooki. Później zrozumiał tylko jedno: ani Clariss, ani rudzielec nie krzyczali. Po chwili dostrzegł jeszcze jedną postać. Była nią dziewczyna z rudymi włosami i oczami wypełnionymi łzami. Zapewne jego siostra- pomyślał Lucas. W końcu, gdy Clariss zamierzała zadać kolejny cios Chłopak ocknął się i podbiegł do rudzielca krzycząc:
-Stać! Clariss przestań!
Clariss jak na zawołanie odsunęła się od swojej ofiary.
-A co ci do niego! Wszedł na nasz teren z tą rudą!-warkneła wskazując na dziewczynę.
-Przecież mogłaś go zabić!- powiedział Lucas przerażony o życie chłopaka. Jak najszybciej wypowiedział jakieś zaklęcia uzdrawiające. Twarz rudzielca złagodniała. Nagle chłopak otworzył oczy. Lucas przypatrując mu się stwierdził dwie rzeczy: a) rzeczywiście jest przystojny b) miał bardzo hipnotyzujące, brązowe oczy. Dlaczego w ogóle myślisz o takich rzeczach! Prawie zginął!- znowu skarcił się za swoje dziwne myśli. Clariss instynktownie zapytała:
-Kim ty do cholery jesteś?
Po kilku chwilach rudzielec powiedział zachrypniętym i nieco melodyjnym głosem prosto do Lucasa:
-Nazywam się George Weasley i....
Nagle, (jak przypuszczał niebieskooki) jego siostra ze wściekłością wycelowała w bruneta krzycząc:
-DRĘTWOTA!!!
***
Wiem krótki rozdział, ale to dopiero początek. Jeśli spodobało Ci się zostaw miły komentarz, abym miała świadomość dla jakich fajnych ludzi pisze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz